czasu trochę minęło... nie ogarniam go od jakiegoś czasu, za dużo się dzieje wkoło mnie... Szymon przejścia do przedszkola w ogóle nie odczuł, wręcz nie mógł się doczekać :)
ja tylko panikuje... jak zwykle... Panie opiekunki od razu musiały go okiełznać...
pierwsze leżakowanie... Szymon jest na materacu... minuta później... Szymona nie ma na materacu... po chwili poszukiwań odnalazł się w plastikowym domku... :) he he he nie powtarzalny egzemplarz małego człowieka i to mój synek... i mojego męża też a co :)
Panie szybko zauważyły, że jest temperamentny i nie dają się i zaczął się trochę zmieniać. przy paniach jest bardziej pokorny... w domu za to nadrabia... ręce opadają...
jesień przyszła trzeba trochę dziadkowi pomóc w grabieniu liści i nawet to mu się spodobało, jak również grzybobranie, śpiewanie w lesie i bieganie po lesie od dziadka do mamy i tak w kółko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz